Stoliki, stoliczki…

Przygotowując się do wystawy na pierwszej edycji Cubetury, która miała miejsce w zeszłym roku, niemal codziennie odwiedzałem wszystkie znane mi magazyny ze starociami. W jednym z nich dostrzegłem znajomy kształt stolika kawowego na trzech nóżkach. Wepchnięty był pod samą ścianę i zasypany drobnicą. Miał laminowany blat pokryty rysami i uszkodzone obrzeże. Kupiłem go, chociaż nie miałem pomysłu na jego nowy wygląd. Jeszcze tego samego dnia udało mi się znaleźć dwa stojaki na kwiaty w identycznej formie, każdy z nich w innym miejscu. Jeden miał szklany blat, drugi okleinę. Oba w kiepskim stanie.

Mając jeden stolik, nie miałem pojęcia co dalej, ale przy trzech zgłupiałem. Zastanawiałem się po co w ogóle je brałem. Byłem skłonny rozkręcić je i rzucić na strych, ale postanowiłem pokombinować i znaleźć cechy wspólne (którymi były jedynie kształt blatu i toczone nogi). Duży stolik miał mosiężne okucia, podobnie jak jeden mały. Nóżki drugiego 'kwietnika’ były gołe. W ten sposób powstał mi zestaw duży+ mały i jeden mały na doczepkę 🙂

Rozkręciłem wszystko na części pierwsze i zacząłem od wyczyszczenia nóg i klocków, do których były wkręcane. Wykończyłem je orzechową bejcą, która wyrównała drobne przebarwienia w drewnie, a następnie położyłem bezbarwny lakier z satynowym połyskiem. Mosiężne zakończenia dokładnie wyczyściłem . Błyszczące jak nowe powędrowały na swoje miejsce.

Z blatami nie było tak łatwo. Nie chciałem ich oklejać foliami, lakierować, czy malować. Wymyśliłem sobie, że będą miały dębowy fornir z identycznym trójkątnym układem. Nigdy wcześniej nie fornirowałem, więc zanim zabrałem się do pracy, spędziłem kilka tygodni na próbach czytając fora internetowe, podręczniki, pytając znajomych, a później oklejając  w nieskończoność stare blaty przeznaczone na opał 🙂 Na szczęście właściwa próba zakończyła się powodzeniem. Blaty okleiłem dodatkowo obrzeżem z tego samego gatunku drewna. Po wyschnięciu zagruntowałem je cienką warstwą lakieru, a następnie zabezpieczyłem bezbarwnym woskiem.

Dwa stoliki były gotowe – wystarczyło je skręcić. Został jeszcze jeden. Miałem w przygotowaniu stary fotel z lat 70., który obiłem tkaniną w pepitkę. Postanowiłem, że trzeci ze stoliczków będzie tapicerowany. Na blat położyłem więc warstwę pianki poliuretanowej  i wysokopusztystą otulinę, które pokryłem właściwą tkaniną. Gotowe?

Jakiś czas później trafił do mnie fotel 366, który można zobaczyć kilka postów niżej. Jego właścicielce bardzo spodobał się pomysł z tapicerowanym  podstawkiem na trzech nóżkach. Nie miałem niestety niczego na oku i… stoliczek w pepitkę przeszedł kolejną zmianę ! 🙂 Całkowicie usunąłem ciemną bejcę. Zakończenia nóg pomalowałem na turkusowo  (tak samo, jak malowany był stelaż fotela) i zmieniłem obicie. Mówisz – masz i gotowe!

Komentarze (4)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zamknij
Koszyk (0)
No products in the cart.




0
error: