#wyzwanieAltax

Stół dla ogrodnika

W tym roku po raz pierwszy w życiu wszystkie zioła, kwiaty i warzywa, które zasadziłem w ogrodzie, wyhodowałem samodzielnie z nasion. Bazylia, majeranek, mięta, czarnuszka, szałwia, ogórki, pomidory, por, seler, dynia, rzodkiewka, łubin, kosmosy, pachnące groszki… Siało się całkiem nieźle, ale nie zdawałem sobie sprawy z tego, że pikowanie setek siewek każdego z wymienionych wyżej gatunków stanie się czynnością, która zmotywuje mnie do stworzenia mebla – bohatera tego wpisu.

Dziś serwuję Wam drugi z trzech postów zrealizowanych razem z marką Altax w ramach #wyzwanieAltax. Będzie to jeden ze zdecydowanie dłuższych materiałów na blogu, więc przygotujcie sobie kawę, herbatę bądź rabarbarowy kompot i zobaczcie, co wymyśliłem tym razem.

Zapraszam na post!

Większość siewek porozsadzałem, klęcząc na kartonach porozkładanych na podłodze w garażu. Było to chyba najprostsze rozwiązanie, choć miałem wrażenie, że już po paru chwilach dosłownie wszędzie dookoła mnie rozsypana była ziemia… Nie upłynęło wiele czasu do momentu, w którym pikując, pikując i pikując (i pikując), w pamięci zacząłem przywoływać sobie obrazy oglądanych na zdjęciach i filmach altan, szklarenek i innych ogrodowych zakątków, w których swoje pracownie przeznaczone do realizacji zadań podobnych do mojego, mają znani i nieznani ogrodnicy.

Tworząc stół, którego budowę krok po kroku zobaczycie za moment, wzorowałem się na tak zwanych potting tables oraz na starych szafkach umywalkowych, których kamienne blaty „ogrodzone” bywały z tyłu i po bokach rodzajem niewysokich, ozdobnych ścianek. Samo wykonanie mojego mebla nie będzie żadnym wyczynem. Nie szykujcie się na pokaz stolarstwa, a na DIY możliwe – tak sądzę – do powtórzenia w domowej, przydomowej i plenerowej pracowni. Wszystko, co pokażę Wam za moment, opiera się jedynie na odpowiednim docięciu i skręceniu ze sobą poszczególnych części. Myślę, że każdy domowy majsterkowicz przy odrobinie czasu i chęci będzie w stanie zrobić podobny a pewnie i lepszy mebel.

Biorę się do pracy.

Do zrobienia wysokiego na 90 centymetrów stołu (nie licząc ścianek blatu) z blatem o wymiarach 100 x 60 centymetrów potrzebowałem:

materiałów

  • czterech kantówek o wymiarach 6 x 6 x 88 cm – na nogi
  • dwóch desek o wymiarach 10 x 2 x 85 cm – na dłuższe boki oskrzyni
  • dwóch desek o wymiarach 10 x 2 cm x 45 cm – na krótsze boki oskrzyni
  • czterech drewnianych łączników – trójkątów równoramiennych do montażu oskrzyni i przykręcenia nóg
  • dwóch odcinków kantówki o wymiarach 3 x 4 x 57 cm – na boczne łączyny, na których oprę półkę
  • pięciu desek o wymiarach 10 x 2 x 90 cm – na półkę
  • jednej deski o wymiarach 10 x 2 x 85 cm – na zakończenie półki
  • trzech desek o wumiarach 20 x 2 x 100 cm – na blat
  • dwóch listew o wymiarach 2×3 x 48 cm do połączenia desek stanowiących blat
  • jednej deski o wymiarach 2 x 15 x 100 cm na tylną ściankę blatu
  • jednej deski o przekroju 2 x 10 x 100 cm na dekoracyjny szczyt w.w. ścianki blatu
  • dwóch desek o wymiarach 15 x 2 x 30 cm – na ozdobne boczki blatu
  • dwóch długich na 40 cm odcinków kantówki na połączenia blatu z oskrzynią – ja wykorzystałem kantówkę o boku 5 x 5 cm, która została mi po wykonaniu drewnianej donicy
  • listewki o przekroju 2 x 1 cm do zrobienia obrzeża blatu (zużyłem dwa odcinki długości około 63 cm i dwa długie na około 103 cm)
  • cienkich gwoździków do przybicia obrzeża blatu
  • brystolu do narysowania szablonów do cięcia
  • pięciu drewnianych kołków ubraniowych (i odpowiadającego ich średnicy wiertła!)
  • ośmiu wkrętów do drewna o dł. 10 cm
  • wkrętów do drewna długości 35 i 50 mm, których używałem w zależności od tego jak grube elementy należało skręcić
  • stylizowanych kutych gwoździ do przybicia desek stanowiących półkę
  • drewnianych ścinków!

produktów do drewna

i narzędzi

  • ręcznej piły do drewna
  • dłuta do drewna z pobijakiem
  • przymiaru kątowego
  • miary
  • ołówka
  • pilnika do drewna
  • wiertarko-wkrętarki
  • wiertła o średnicy 2.5 mm
  • wiertła o średnicy 8 mm
  • ręcznej piłki do podcinania drewna
  • płótna ściernego w rolce
  • drewnianego klocka do ręcznego szlifowania
  • wyrzynarki elektrycznej – może być też ręczna piła włosowa
  • pędzla do rozprowadzania impregnatu
  • pędzla, szmatki i gąbki do rozprowadzania oleju
  • młotka do wbijania gwoździ
  • ścisku taśmowego
  • mniejszych i większych ścisków stolarskich oraz drewnianych klocków jako podkładek przy chwytaniu ściskami

Wszystkie elementy drewniane zamówiłem przez internet w odcinkach metrowej długości, czyli podobnie, jak materiał do wykonania donicy. Drewno przycinałem na odpowiedni wymiar (według listy umieszczonej wyżej) pilarką ukosową, którą od niedawna mam w pracowni. Jeżeli nie macie takiej piły, możecie użyć wyrzynarki lub ręcznej piłki do drewna i skrzynki uciosowej. Przyznam, że stół to moja druga w życiu realizacja (po wspomnianej przed momentem donicy z poprzedniego wpisu) z wykorzystaniem pilarki. Wcześniej nie miałem takiego urządzenia i wszystkie diajłaje pokazywane na blogu przygotowywałem, posługując się narzędziami ręcznymi.

Proszę nie regulować odbiorników! Dobrze widzicie – choć nie mam jeszcze stołu, już teraz napiszę Wam o impregnacie gruntującym do drewna, czyli o zabezpieczeniu przed biokorozją, szkodnikami, pleśnią i domowymi grzybami. W poprzednim wpisie preparat nałożyłem dopiero po skręceniu donicy. Tym razem grunt kładłem na wszystkie elementy tworzące daną część stołu (oskrzynia, nogi, a dalej blat, półka itd.) PRZED ich skręceniem. To ważne. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta – w ten sposób zapewniłem drewnu jeszcze większą, pełną ochronę. Najzwyczajniej w świecie nałożony na pojedyncze elementy produkt mógł objąć absolutnie wszystkie ich powierzchnie, również te niewidoczne po montażu. Poza tym pamiętałem o zasadzie, którą poznaliście we wspomnianym już poprzednim wpisie – sto pięćdziesiąt mililitrów gruntu na jeden metr kwadratowy. Za jakiś czas przypomnę Wam o tym produkcie raz jeszcze.

Cztery kantówki przeznaczone na nogi oznaczyłem, odmierzając odległość sześciu centymetrów od jednego z końców każdej z nich.

Zaznaczone miejsca naciąłem ręczną piłą do drewna. Moje nacięcia miały po około dwa centymetry głębokości. Zwróćcie uwagę, że kantówka, która za kilka chwil stanie się nogą stołu, ułożona jest pod kątem czterdziestu pięciu stopni – pracuję na jej krawędzi, a nie na bocznej płaszczyźnie. Takie ułożenie wymagało przygotowania deski, do której przybiłem dwie pary trójkątów (z pociętych pod kątem 45° resztek kantówek), tak by stykając się krawędziami, tworzyły kształt „M”. Jedno „M” na jednym końcu deski, drugie po drugiej.

Za pomocą dłuta usunąłem fragment drewna…

…a powstałe płaskie miejsce wyrównałem nieco pilnikiem.

Wycięte z resztek kantówek tworzących nogi elementy pozwolą mi na montaż nóg oraz oskrzyni. Krótsza podstawa trapezu, który trzymam w dłoniach, odpowiada swoją powierzchnią powierzchni przygotowanego przed momentem miejsca w nodze. W tle drewniane trójkąty, które dopiero czekają na przycięcie wierzchołków i zamianę w trapezy.

Trapezy otrzymały otwory, dzięki którym za moment będą mogły zostać połączone z nogami i oskrzynią.

Przymiarka…

…i przykręcanie! Każdy z boków oskrzyni otrzymał po trzy wkręty na stronę (czyli pojedynczy bok trzymany jest przez sześć wkrętów). Nogi połączyłem wkrętami nieco dłuższymi, bo aż dziesięciocentymetrowymi.

Uwaga! Na tym etapie nogi stołu były chwycone jedynie na jeden wkręt każda – dopiero gdy sprawdziłem, czy wszystko się zgadza i czy nie trzeba czegoś wyrównać, przyciąć od nowa lub zamienić, dołożyłem kolejne wkręty.

Tadam! Rachitycznie i trochę jak nieproporcjonalny ludzik z kasztanów, ale to dopiero początek. Oskrzynię i nogi chwyciłem ściskiem taśmowym. Taki ścisk (mój może przytrzymać czterometrowy obwód) możecie kupić już za około trzydzieści złotych w sklepach budowlanych – narzędzie dość niepozorne, ale przydaje się tam, gdzie trzeba okiełznać grupę elementów, mających stworzyć formę trzymającą proste kąty.

Przednie i tylne nogi połączyłem po prawej i lewej stronie w dwie pary. Wykorzystałem do tego dwa odcinki listwy o przekroju 3×4 cm.

Listwy swoją długością sięgnąć miały do samego końca tylnych nóg i do połowy przednich (widać to na poprzednim zdjęciu). Odstęp między przednią i tylną nogą zaznaczyłem na listwie ołówkiem i naciąłem ręczną piłą na głębokość około trzech milimetrów. Następnie za pomocą dłuta wyciąłem drewno na w.w. głębokość. Powstał element, który po przyłożeniu w docelowym miejscu wskoczył na swoją pozycję, gwarantując nogom stołu ustawienie na prawidłowej pozycji.

Obie łączyny ściąłem z przodu, tj. obciąłem narożnik pod kątem 45°, a powstałe po wykonaniu tego cięcia krawędzie zaokrągliłem nieco za pomocą płótna ściernego.

Kawałek płótna (wykorzystałem takie w rolce) przybiłem do starej płyty wiórowej, którą znalazłem w pracowni. Zrobiłem coś w rodzaju blatu ściernego, na którym zaokrągliłem krawędzie listwy. Przypominało to trochę rysowanie kredą na chodniku, z tą tylko różnicą, że nieważny był rysunek, a kształt użytej do jego wykonania kredy.

Po przykręceniu łączyn zacząłem układać na nich deski, które za kilka chwil zamienią się w półkę. Mój pierwszy pomysł na ten element był bardzo prosty i polegał na ułożeniu pięciu desek w około dwucentymetrowych odstępach. Z tyłu miała stanąć kolejna, szósta deska, tworząc rodzaj brzegu bądź ogranicznika, dzięki któremu mniejsze przedmioty ułożone na półce nie będą miały szansy spaść na ziemię.

W pierwszej desce, tej z przodu półki, wykonałem nacięcia tak, by wpuścić w nią przednie nogi. Taki zabieg zadziałał podobnie, jak wykonanie płytkich nacięć w listwach, na których oparta będzie półka – usztywniły konstrukcję i „zamroziły” nogi w odpowiednim rozstawie.

W taki sam sposób nacięta została ostatnia deska.

Wygląda zdecydowanie konkretniej niż kilka zdjęć wyżej, prawda?

Nie byłbym sobą, gdybym nie postanowił pokombinować. Wersja półki z dystansami wydawała mi się zbyt prosta. Na przedniej desce wyrysowałem łuki…

…i za pomocą wyrzynarki wyciąłem kształt.

Linię cięcia przeszlifowałem delikatnie płótnem ściernym…

…a całą półkę postanowiłem zrobić bez przerw. Wiązało się to z przycięciem od nowa ostatniej deski. Z uwagi na przesunięcie wszystkich desek do przodu o sumę dystansów, wcięcia obejmujące tylne nogi musiały być płytsze.

Deski przeznaczone na półkę nawierciłem na obu końcach cieniutkim wiertłem, przygotowując je w ten sposób do montażu.

Pamiętacie o gruncie? Przygotowane elementy półki pokryłem warstwą preparatu i pozostawiłem do wyschnięcia na całą dobę.

Spójrzcie, jak wygląda drewno, na które przed sekundą położyłem impregnat. Po dwudziestu czterech godzinach nie będzie odbiegało wyglądem od jeszcze zupełnie surowej, czekającej na pomalowanie deski leżącej obok.

Blat stołu to nic innego jak ułożone obok siebie trzy szerokie na dwadzieścia, grube na dwa i długie na sto centymetrów deski. Łączące je listwy przykręciłem w poprzek w stosunku do kierunku ułożenia desek, a długość tych listew odpowiada szerokości oskrzyni (mierząc w świetle, od wewnątrz). Dzięki temu blat wskoczy na swoje miejsce jak element układanki.

Zawsze, gdy planuję stworzyć większą powierzchnię z kilku elementów, przed montażem próbuję ich różne ułożenia. Deski, z których zrobiłem blat były oczywiście takie same (mam tu na myśli wymiary), ale nie we wszystkich ułożeniach wyglądały dobrze. Kompozycję, która odpowiadała mi najbardziej, oznaczyłem numerami umiejscowionymi na stykach krawędzi desek. W sytuacji, w której konieczne byłoby rozłożenie blatu, będę mógł bez problemu odtworzyć kombinację.

Po prawej i lewej stronie blatu (na krótszych bokach) przykręciłem dość masywne listwy, których zadaniem będzie uniemożliwienie mu przesuwania się w prawo i w lewo i umożliwienie przykręcenia go od wewnętrznej strony do oskrzyni. Masywność tych elementów nie była przeze mnie zaplanowana – użyte kantówki to pozostałości po jednej z poprzednich prac.

Spójrzcie – listwa przykręcona do blatu wskoczy w to miejsce. Jej ścięte pod kątem 45° końce będą pasowały do kształtu połączeń w rogach stołu.

Tak wygląda spód blatu.

Czas na detale. Na brystolu narysowałem sobie szablony z kształtem boczków i górki tylnej ścianki blatu. Po wycięciu odrysowałem je na drewnie: dwa boczki na deskach o wymiarach 15 x 2 x 30 cm i górkę na desce o wymiarach 10 x 2 x 100 cm.

Kształty wyciąłem wyrzynarką, a linie cięcia przeszlifowałem papierem ściernym.

Nigdy nie wyrzucam ścinków. Można zrobić z nich całą masę rzeczy i wykorzystać je w najmniej oczekiwanych momentach! Kwadratowe i prostokątne kawałki to świetne podkładki do chwytania ściskami klejonych elementów. Na tych mniej regularnych odpadach wypróbować można kolory farb i innych wykończeń. Z drobnych kawałeczków wystrugacie kołki, a może zrobicie z nich wstawki tam, gdzie drewno Waszych mebli posiada większe ubytki.

Zaczynam montaż tylnej ścianki blatu. Jej podstawą jest deska o wymiarach 15 x 2 x 100 centymetrów, którą przykręciłem do blatu od spodu, na całej długości, umieszczając wkręt co około 10 centymetrów.

Na zdjęciu widzicie obrócony do góry nogami blat, a deska, o której piszę, przytrzymywana jest niedużymi ściskami.

Po obróceniu blatu na właściwą stronę przykręciłem wycięte wcześniej ozdobne boczki. Te elementy również chwyciłem wkrętami od spodu (przez deski tworzące płaszczyznę blatu) i od tyłu (wpuszczając wkręty w deskę stanowiącą tylną ściankę).

Na górę deski, przykręconej przed momentem jako pierwszą, dołożyłem kolejną, której – za pomocą papierowego szablonu, ołówka i wyrzynarki – nadałem dekoracyjny kształt.

Element ten przykręciłem w najwęższych miejscach po prawej i lewej stronie. Łby wkrętów wpuściłem poniżej krawędzi, ukryłem je w drewnie.

Widoczne po montażu otwory zaślepiłem wystruganymi z odpadów kołeczkami. Te po wbiciu przyciąłem piłką do drewna…

…i delikatnie przeszlifowałem.

Stworzoną z dwóch desek tylną ściankę blatu połączyłem – zrobionymi również z odpadów – listewkami. Takie połączenie podpatrzyłem kiedyś w starym kredensie. Choć mój stół jest meblem przyściennym i to, co oglądacie na zdjęciu, będzie niewidoczne z perspektywy użytkownika, pozostanę pełen satysfakcji z tego, że udało mi się wykonać te drobiazgi.

Blat obiłem dookoła drobną listwą, której szerszy bok odpowiada jego grubości. Listwę przymocowałem do blatu przypominającymi szpilki gwoździkami z malutkimi łebkami.

Za pomocą klocka z kawałkiem płótna ściernego złagodziłem delikatnie ostre krawędzie przybitej listewki. Obrzeże gotowe.

W jednym z krótszych boków oskrzyni osadziłem pięć toczonych kołków wieszakowych, na których będę mógł zawiesić drobne narzędzia. Kołki kupiłem w sklepie z akcesoriami dla renowatorów, płacąc nieco ponad złotówkę za sztukę.

Na poziomej osi boku oskrzyni wyznaczyłem pięć punktów. Przewierciłem je najpierw cieniutkim wiertłem na wylot, a później wiertłem o średnicy odpowiadającej średnicy kołków poszerzyłem te otwory. Papierowa taśma, którą widzicie na wiertle to oznaczenie, które pozwoliło mi wywiercić otwory o odpowiedniej głębokości.

Kołki wbiłem, pomagając sobie drewnianym młotkiem. Każdy z nich chwyciłem dodatkowo wkrętem od wewnętrznej strony oskrzyni.

Do wykończenia stołu wybrałem znany Wam już zapewne z bloga Olej do drewna Altax. Użyłem go już między innymi do wykończenia czterech starych jesionowych krzeseł – produkt nadaje się bowiem do zastosowania we wnętrzach i na zewnątrz. Uwielbiam go za to, że nasyca wykańczane powierzchnie równą, pozbawioną śladów narzędzi i zacieków powłoką. Preparat ten zawiera w sobie olej tungowy, czyli najtrwalszy naturalny olej na świecie. Zabezpieczone nim meble nie będą pękały ani rozsychały się, służąc wystawione na działanie warunków atmosferycznych.

Przede mną chyba najtrudniejszy moment – wcale nie żartuję. Musiałem wybrać kolor oleju, którym wykończę stół. Ścinki drewna wykorzystałem do zrobienia próbek. Jaką podjąć decyzję? Rozważałem użycie oleju bielonego, dębowego i antracytowego.

Wybieram dąb! Po obejrzeniu próbek właśnie ten kolor wydał mi się najbardziej odpowiedni do zastosowania na moim stole. Do olejowania przygotowałem sobie średniej wielkości płaski pędzel, gąbkę (wykorzystałem ścinki pianki tapicerskiej) i bawełnianą ścierkę. Na zdjęciu widzicie jednorazowe bawełniane ręczniki, które okazały się nie najlepsze. Mimo że użyłem ich jedynie do zbierania nadmiaru rozprowadzanego pędzlem bądź gąbką oleju, już po kilku przetarciach, zaczęły zostawiać włókna – zamieniłem je na kawałek surówki bawełnianej, która sprawdziła się sto razy lepiej i posłużyła mi jeszcze do wypolerowania powierzchni, co zobaczycie na kolejnych zdjęciach.

Niewielkie ilości produktu – po rozmieszaniu w puszce – rozprowadzałem na powierzchni drewna aż do momentu, gdy widziałem, że przestaje być wchłaniany. Nadmiary starłem bawełnianą szmatką.

Spójrzcie, jak pięknie zmienia się wygląd drewna po nałożeniu oleju. To surowe sprawia wrażenie niemal białego i dość zimnego, tępego. Olej wygląda jak pozłota i kojarzy mi się ze starymi surowymi powierzchniami mebli, takimi jak wnętrza i tyły szaf, wnętrza szuflad, które nierzadko wykonywano z drewna iglastego, a podobny, wywołujący moje skojarzenie kolor to w ich przypadku efekt stworzony przez upływający czas.

Wiecie, za co jeszcze lubię ten olej? Choć zgodnie z zaleceniami producenta należy nakładać go, podążając za rysunkiem drewna, bywają miejsca, w których trudno trzymać się tej reguły – w moim przypadku takim miejscem był bok oskrzyni z wieszakami. Jak tu nie narobić śladów? Nałożony pędzlem olej po wytarciu jego nadmiarów szmatką nie pozostawił absolutnie żadnych niepożądanych i bliżej nieokreślonych maziajów. Drewno pozostało równiutko wybarwione, tak jakby otrzymało kolorystyczny filtr.

Po dwudziestu czterech godzinach, czyli po wyschnięciu oleju, wypolerowałem cały stół. Wykorzystałem do tego bawełnianą szmatkę, którą podczas nakładania oleju zbierałem jego nadmiar.

Jeżeli będziecie robić podobnie, pamiętajcie – ilość oleju, która pozostała na szmatce nie może być tak duża, by stworzyła nową powłokę. Uwaga ta ma znaczenie także przy pielęgnacji olejowanych mebli. Taką szmatką – wilgotną, która nie tworzy nowej powłoki – warto przecierać wykończone olejem powierzchnie co najmniej raz w sezonie. Ja robię to zwykle dwukrotnie.

Dacie wiarę, że te gwoździe są nowe? Kupiłem je w sklepie z akcesoriami dla renowatorów. Wyglądają, jakby po stu latach tkwienia w drewnie zostały z niego wyjęte. Mimo że mój stół został w całości zbudowany za pomocą wkrętów, starałem się zadbać o to, by połączenia te nie były widoczne (stąd przykręcanie elementów od spodu, od tyłu i zaślepianie otworów kołkami). Deski na półkę zdecydowałem się przybić od góry i stąd właśnie pomysł na użycie stylizowanych gwoździ.

Każdą z desek przybiłem czterema gwoździkami – dwoma na każdym z końców.

Gotowe!

Trochę żałuję, że na pomysł zrobienia tego stołu wpadłem tak późno. Na dniach będę pikował na nim białą szałwię i pachnące groszki. Do zrobienia zdjęć wykorzystałem pomidory, które tuż po zakończeniu sesji zostały wysadzone do gruntu. Kilka chwil, które spędziłem na ich układaniu w towarzystwie doniczek, wystarczyło do tego, bym przekonał się, że zrobienie mojego własnego potting table było dobrą decyzją.

Dzięki zabezpieczeniu stołu olejem mogę wystawić go do ażurowej altany w ogrodzie lub ustawić na tarasie. Mebel nie jest zbyt duży, ale gdybym zdecydował się wykonać go w nieco większym formacie i podwyższyć odrobinę tylną ściankę i boczki, mógłbym zamontować w tym miejscu półkę. Dodatkowa półka – gdybym potrzebował miejsca do przechowywania większej ilości małych doniczek – mogłaby pojawić się także pod blatem. Zamiast kołków do odwieszania narzędzi, mógłbym przykręcić drążek, albo zdecydować się na jedno i drugie – możliwości wprowadzenia zmian, ulepszeń i modyfikacji jest naprawdę dużo.

Jeżeli podejmiecie próby zbudowania podobnego stołu, koniecznie podzielcie się ze mną efektami swojej pracy.

P.

#wyzwanieAltax podjęli oprócz mnie także: Dziecinnie proste, Piraninja, Co dziś Robimy i Argo Woodcraft. Jeżeli jesteście głodni innych ogrodowych inspiracji i pomysłów, zajrzyjcie do nich koniecznie!

1 Comment

  • Reply
    Pawel
    24 Sierpień 2021 at 20:11

    Panie Pawle,

    piekna robota! Cale szczescie, ze widze to dopiero po wakacjach, bo sleczalbym pewnie nad takim stolem do tej pory, niw wyjezdzajac na wakacje:)

    Pozdrawiam serdecznie

  • Leave a Reply

    three + two =

    error: