Blog

Ludwiki mroźne bielone

Kopie ludwikowskich krzeseł. Wynalezione w pobliskim składzie staroci. Mogą mieć 20 lat, może mniej, może trochę więcej. Jedno z nich się chwiało, obydwa miały zarwane  siedziska. Od początku miałem na nie pomysł.

Pracę zacząłem od całkowitego zerwania starego obicia i zdjęcia pasów tapicerskich. Potrzebne były mi tylko drewniane szkielety, cała reszta do wyrzucenia. Plusem było wykończenie drewna – lakier kiepskiej jakości nie stawiał oporów przy usuwaniu go. Szlifując drewno postanowiłem zostawić jego resztki w zagłębieniach i porach. Częściowo pozostawiłem też niektóre ciemniejsze przebarwienia. Efektem niewyczyszczenia całego lakieru z zagłębień było wysunięcie się na pierwszy plan rzeźbień. Było to dość istotne przy późniejszej pracy i wpływało końcowy wygląd mebli. Każde łączenie, które było luźne musiałem rozebrać, usunąć resztki starego kleju i połączyć na nowo, by przywrócić stabilność całej konstrukcji.

Przyszła pora na wykańczanie drewna. Miałem pomysł, miałem materiały, ale nie do końca byłem pewien jakim sposobem osiągnę cel 🙂 Krzesła miały sprawiać wrażenie nie tyle pobielonych co zmrożonych, realistycznie powycieranych w miejscach użytkowania, z ubytkami i całkowicie niejednorodną powłoką. Zacząłem więc od nakładania białej farby do drewna. Użyłem w tym celu gąbki i wyglądało to wszystko dobrze dopóki nie odszedłem od pomalowanego szkieletu. Wszystko co było ‘detalem’ z bliska całkowicie zlało się w niemal idealnie równo pokryte. Do usunięcia 🙂 Drugie podejście zacząłem od napojenia drewna białą bejcą, każdy stelaż dostał po pięć jej warstw i w efekcie drewno wyglądało na wypłowiałe, zimne (czyli coś zaczyna się dziać 🙂 ). Kiedy bejca była na tyle sucha by móc dotknąć ją ręką, ale jeszcze nie lakierować, czy woskować, zacząłem w rzeźbienia z resztkami ciemnego lakieru nakładać nieregularnie białą farbę. Później całość zamalowałem na biało podobnie jak przy poprzedniej próbie. Znowu stwierdziłem, że to nie to, ale zrobiłem sobie chwilę przerwy, żeby odświeżyć oko 🙂 Po niecałej godzinie zdecydowałem, że obydwa stelaże… wyszoruję wodą z mydłem. Tak też zrobiłem, a po wyschnięciu otrzymałem efekt, który sobie wyobrażałem kupując krzesła.  Po wyschnięciu położyłem jeszcze warstwę gruntu i bezbarwny wosk, który nadał wszystkiemu połysk, który celowo zwiększyłem polerując mocniej w miejscach wytarcia farby. Cel osiągnięty.

Zabrałem się za nowe siedziska i oparcia. Mając w pamięci widok pozarywanych poliestrowych pasów tapicerskich w poprzednim wcieleniu moich krzeseł postanowiłem tym razem użyć pasów parcianych, dość szerokich. Po nabiciu ich na ramę siedziska tworzyły niemal zamkniętą płaszczyznę, mimo że było ich tyle samo co w ‘oryginale’. Na pasy położyłem bardzo grube płótno workowe, na którym formowałem bryłę siedziska z pianki poliuretanowej. Podobnie było z oparciami. Na docelowe obicie wybrałem naturalny i bardzo gruby len tapicerski. Jego barwa i faktura, którą tworzył splot bardzo pasowała mi do wykończenia drewna. Obite meble wykończyłem dookoła podwójnym wałeczkiem, który stworzył detal i zamaskował miejsca, gdzie materiał był przybity.

Krzesła w nowej wersji całkowicie różnią się od swojego pierwotnego stanu. Wyglądają na lżejsze, są trochę mniej patetyczne i staromodne (mimo, że samo drewno starałem się postarzyć maksymalnie). Mimo swojej klasycznej formy nie gryzą się z nowoczesnym wnętrzem i nie zagracają go. Zyskały nowy charakter, który przedstawia je w całkowicie nowym świetle.

Hej!

Dziękuję za przeczytanie mojego materiału.

Jeśli ten wpis spodobał Ci się wyjątkowo, zainspirował Cię lub pomógł rozwiązać Twój meblowy problem, możesz postawić mi kawę. Wesprzesz w ten sposób moją wieloletnią pracę - będzie mi niezmiernie miło!

Postaw mi kawę na buycoffee.to
IMG_5402.png
Zacznij pisać, aby zobaczyć produkty, których szukasz.