RENOWACJE

Szczebelki i trójkąty

Najwięcej zabawy przy odnawianiu mebli sprawiają mi formy, z którymi nie miałem nigdy wcześniej do czynienia. Choć konstrukcje i połączenia bywają podobne na przykład w dużej grupie krzeseł czy stolików, zdarzają się rozwiązania i detale, które naprawdę ciężko na szybko znaleźć gdzie indziej.

Krzesło, które zdecydowałem się odnowić tym razem, zostało znalezione w jednej z nieistniejących już mleczarni w Niemczech. Nie było zdewastowane. Drewno miało brudne i pożółkłe. Siedzisko – jedyny miękki element, pokrywał sztywny już ze starości skaj.

Ze względu na szczebelki, wiedziałem że oparcie będę musiał rozmontować na części pierwsze. Udało mi się to bez większego wysiłku, bo łączenia były luźne. Reszta konstrukcji trzymała się naprawdę bardzo mocno, ale jej kształt i cała masa zakamarków oraz ostrych kątów, do których musiała dotrzeć szlifierka, zmusiły mnie do porozkładania krzesełka na kawałki. Nie próbowałem nawet użyć do tego siły, bo prędzej połamałbym drewno, niż osiągnął cel. Zdecydowałem, że uzbroję się w odrobinę cierpliwości i każde z łączeń ogrzeję strumieniem ciepłego powietrza na tyle, by najzwyczajniej w świecie puściło. Zajęło mi to trochę czasu, ale się udało. Przed czyszczeniem oznaczyłem sobie jeszcze wszystkie elementy, żeby w dalszych etapach wiedzieć, co z czym spasować.

Drewno doprowadziłem do porządku szlifierką oscylacyjną. Stare powłoki nie sprawiały najmniejszego problemu, były cienkie i ledwo się trzymały. Bałem się trochę, że nie uda mi się usunąć czarnych plam i przebarwień, ale i te nie stawiały oporu.

Do tego momentu praca szła łatwo i przyjemnie. Nie obyło się jednak bez odrobiny ryzyka i eksperymentu. Jeden ze szczebelków w oparciu był wygięty na tyle, że dość mocno rzucał się w oczy. Postanowiłem pokombinować i choć trochę przywrócić mu pierwotny kształt. Oglądałem kiedyś film pokazujący produkcję krzeseł Thoneta. Jak wiadomo, naturalną cechą buczyny jest to, że pod wpływem temperatury nabiera ona plastyczności, która umożliwia jej gięcie. Nie mam oczywiście warunków do powtarzania takich procesów 1:1, ale spróbowałem zrobić to „po domowemu”. Szczebelek gotowałem na parze, aż do momentu kiedy wysoka temperatura przeszła go na wylot. Wcześniej przygotowałem sobie kilka ścisków stolarskich i kawałek prostej, twardej powierzchni. Po zdjęciu drewna z pary bardzo szybko przycisnąłem je i zostawiłem na 24 godziny. Nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać po takiej amatorszczyźnie, ale efekt mnie zadowolił. Szczebelek nie był idealnie prosty, ale jego krzywizna zdecydowanie zginęła na tle pozostałych.

Oczyszczone części zdecydowałem się zabezpieczyć matowym lakierem bezbarwnym jeszcze przed montażem. W konstrukcji krzesła spotyka się wiele elementów pod różnymi kątami, bałem się, że lakierując całość, mogą być widoczne pociągnięcia pędzla i gąbki pod jeszcze innymi nachyleniami. Skazałem się na zwiększoną precyzję przy późniejszym klejeniu, ale uniknąłem niechcianych efektów.

Sklejoną konstrukcję odstawiłem do wyschnięcia i zająłem się siedziskiem. Pozostawiłem w nim stare sprężyny, które zachowały się w bardzo dobrym stanie. Całą resztę, czyli pasy, jutę i piankę wymieniłem na nowe. Wybrana tkanina obiciowa może wydawać się niepozorna, ale ta malowana bawełna ma aż 56.000 cykli ścieralności! Siedzisko mocowane było do całej konstrukcji na trzy śruby, które udało mi się oczyścić i zachować. Bardzo ciekawym rozwiązaniem było wykorzystanie drewnianych klinów utrzymujących je na właściwym miejscu (widać to na jednym ze zdjęć).

Gotowe! Krzesełko przywróciłem niemal do oryginalnego wyglądu. Zmianą jest wykorzystanie wzorzystej, a nie gładkiej (jak w pierwotnej wersji) tkaniny. Ta nowa, z geometrycznym wzorem, nawiązuje do drewnianej konstrukcji, w której można zauważyć linie tworzące podobne kształty. Na swoim miejscu pozostała też metalowa tabliczka z wybitym numerem. Oczyszczenie i pokazanie zdrowego drewna bardzo odświeżyło całość. Ten staroć na pewno posłuży jeszcze długie lata! 🙂

2 Comments

  • Reply
    Grzesiek
    4 Grudzień 2018 at 12:21

    Trafiłem tu, bo szukałem w internecie materiałów dotyczących rozbijania stelaży. Mam jednego JAR-a, którego każde połączenie wymaga poprawy i nie wiedziałem, jak się do tego zabrać. Do tej pory jedynie odkręcałem śruby i co udało się rozłożyć za pomocą odrobiny siły, to rozkładałem.

    Dzięki za podpowiedź z opalarką. Jeszcze dotąd nigdy nie używałem przy meblach z PRL-u. Teraz pewnie się przemogę.

  • Leave a Reply

    11 + 10 =

    error: