ZRÓB TO SAM!

Święta, święta…

Dekorowanie domu na święta to dla mnie od lat temat na ostatnią chwilę, choć co roku obiecuję sobie, że tym razem będzie inaczej. Dużo wcześniej, bo już na początku listopada rozpoczynają się za to prace w kuchni. Zapowiedzią zbliżającego się Bożego Narodzenia jest przygotowywanie skórki pomarańczowej w cukrze i obłędnie pachnącej przyprawy do piernika, który po wyrobieniu ciasta dojrzewa w glinianym naczyniu siedem tygodni, oczekując na upieczenie i przełożenie śliwkowymi powidłami robionymi latem. Czegóż w tej mieszance nie ma! Anyż, kora cynamonowa, pieprz, ziele angielskie, kolendra, goździki…

Bazą świątecznych ozdób w moim domu przez kilka ostatnich lat były zamawiane na plantacjach w ilości 40 – 50 kilogramów jodłowe gałązki i to, co w grudniu udało mi się znaleźć na łąkach. Wianki, girlandy, czy po prostu gałęzie rozłożone na kredensach długo trzymały się naprawdę świetnie i nigdy nie miałem serca, by w styczniu demontować wszystko, co nie tak dawno zrobiłem i co z powodzeniem mogłoby stanowić dekorację wnętrz przez kolejne tygodnie – to zadanie zostawiam zawsze innym domownikom. W tym roku postanowiłem spróbować czegoś nowego, niedrogiego i wbrew pozorom bardzo szybkiego w realizacji.

Wszystko, czego potrzebowałem do zrobienia ozdób bożonarodzeniowych to drewniane korale kupione w pasmanterii, trochę siana, które dostałem na wsi, słomiane obręcze – bazy do wianków, które zastąpić można zrobionymi samodzielnie z gałązek, dratwa, igła, nożyczki, wstążki oraz trawy i inne skarby znalezione podczas wyprawy do lasu.

Drewniane korale nawlekałem na lnianą dratwę. Pomagałem sobie igłami: większą – tapicerską przy nawlekaniu dużych korali i zwykłą, małą przy nawlekaniu tych drobniejszych.

Nawleczenie czterdziestu pięciu metrów korali zajęło mi trzy razy po dwie godziny – obawiałem się, że będzie to operacja wymagająca znacznie większych nakładów czasu. Sznurami korali zamierzałem ozdobić żyrandole w salonie, jadalni i kuchni.

Do wykonania wianków potrzebowałem słomianych podkładów, siana i dratwy.

Robienie wianków polegało na przywiązywaniu niewielkich kępek siana do słomianej obręczy. Źdźbła, zasuszone kwiaty i zioła starałem się układać w jednym kierunku, zupełnie tak samo, jak układałbym iglaste gałązki.

Każdy nowo dołożony „pukiel” siana wiązałem dość ciasno, okręcając dratwą kilka razy, by nic nie wypadało.

Zrobienie jednego wianka o średnicy nieco ponad pół metra zajęło mi około dziesięciu minut. Wszystkie wianki przewiązałem satynową wstążką.

Siano wykorzystałem też do zrobienia nieco większej dekoracji – girlandy. Praca wyglądała niemal tak samo, jak podczas robienia wianków. Zamiast słomianej bazy wykorzystałem grubą skręcaną linę dociętą na pożądaną długość, a dokładane kolejno kępki siana wyskubywałem przed przywiązaniem. Takie wyskubywanie pozwoliło mi zapanować nad luźnymi źdźbłami, które opadałyby na schody i podłogę.

Tak wyglądało wnętrze mojej pracowni podczas produkcji bożonarodzeniowych dekoracji do domu. Szkoda, że nie mogliście poczuć tego zapachu!

Wiankami ozdobiłem wejście do swojej pracowni, drzwi wejściowe do domu i lustro wiszące w salonie.

Girlanda zawisła na balustradzie. Do poręczy przywiązałem ją dratwą. Wiązania zasłoniłem następnie kokardami z czerwonej wstążki. Korale ułożyłem na żyrandolach. Uznałem, że same czerwone sznury to za mało, więc dołożyłem dość sporo jemioły i nieduże wiklinowe wianki znalezione w domu.

W kilka minut – o czym nie napisałem wcześniej – ozdobiłem też lustro w sieni. Z wyschniętych gałązek rosnącej przy domu lipy zrobiłem kolejną girlandę. Wystarczyło je związać ze sobą nicią i już! Ponieważ całość okazała się trochę zbyt ciemna, rozświetliłem lustro drobniutkimi światełkami.

Kinkiet w sieni otrzymał najpiękniejsze frędzle na świecie – gałązki z jesionowymi nasionami. Przy lustrze ustawiłem stary mosiężny pojemnik na parasole, do którego włożyłem przyniesione z łąki trawy.

Na szafie widocznej w lustrzanym odbiciu postawiłem wiklinowy kosz wypełniony sianem. Jego zapach czuć, gdy tylko przekroczy się próg domu!

Pomieszczeniem rokrocznie najbardziej „poszkodowanym” w kwestii świątecznych dekoracji jest kuchnia. Dlaczego? Każdy najmniejszy nawet skrawek miejsca jest tu na wagę złota w czasie przygotowywania świątecznych potraw. Czerwony barszcz, pierogi z grzybami, karp po żydowsku, piernik, długie na pół metra zawijane makowce… Tym razem i tutaj udało mi się wprowadzić drobny bożonarodzeniowy akcent.

Salon jeszcze spokojny. Przyniesiona wczoraj jodła pachnie i czeka na wigilijny poranek – to wtedy rozbłysną na niej setki światełek w towarzystwie różnokolorowych bombek. Jeden z wianków z siana zawisł na lustrze. Do wazonów umieszczonych na stojącej pod nim konsolce włożyłem ścięte późnym latem i zasuszone makówki. To miejsce najpiękniej wygląda w promieniach wschodzącego słońca.

Słońce, palmy – czego chcieć więcej? Zdrowych Świąt! P.

5 Comments

  • Reply
    Małgorzata
    22 Grudzień 2020 at 17:17

    Cudowny magiczny klimat. I nie ma nic kupnego !!! A jak pomalowałeś korale na czerwono?

    • Reply
      rzucpanokiem.pl
      22 Grudzień 2020 at 22:01

      Kupiłem już zabarwione. 1.200 sztuk o średnicy 16 mm i 3.000 sztuk o średnicy 10 mm.

  • Reply
    KAROL
    19 Grudzień 2020 at 20:37

    Przyznam szczerze że wygląda to wszystko magicznie. I zachwycając się Twoim domem w Werandzie nie wiedziałem jeszcze, że jest dużo piekniejszy! Masz talent do robienia zdjęć. Myślę że sesję do gazety zrobiłbys dużo lepiej. Bardzo podoba mi się wejście do domu, sień lub tzw. wiatrołap, pierwszy korytarz… Wszystko mi się tam podoba u Ciebie.

    • Reply
      rzucpanokiem.pl
      19 Grudzień 2020 at 23:24

      Jest mi bardzo miło – dziękuję. Sesję dla Werandy robił duet absolutnych specjalistów, od których wiele się nauczyłem. Na zdjęciach w magazynie widać tylko część moich domowych wnętrz 😉 Pozdrowienia, P.

      • Reply
        KAROL
        19 Grudzień 2020 at 23:41

        Dlatego czekam na książkę z tymi wszystkimi zdjęciami domu, warsztatu, ogrodu… Magia!

    Leave a Reply

    twenty + 13 =

    error: