RENOWACJE

TRZECIE URODZINY. WIESZAK Z VIKTORIAPLATZ

Czasami zdarza mi się odnawiać nie-meble. Wieszak, który postanowiłem pokazać Wam jako kolejny  taki przedmiot (obok obecnych już w archiwum bloga dwóch ram i bielonej tacy), znaleziony został przez  moją znajomą. Należał kiedyś do jej dziadka, nietrudno więc się domyślić, że stanowi cenną pamiątkę. Drewniany wieszak widział każdy. Ten wykonano z kawałka buczyny, na którym z przodu widnieje nieco podniszczony napis:

Otto Calließ, Schneidermeister. Viktoriaplatz 7. Tel. 36987. Stettin.

Udało mi się dotrzeć do informacji, że pracownia tego krawca mieściła się w pobliżu dzisiejszego Czerwonego Ratusza przy Placu Stefana Batorego, dawniej właśnie tam zlokalizowany był Viktoriaplatz w Szczecinie.

Rzeczą, której nigdy wcześniej nie widziałem są metalowe wysuwane na boki ramiona poruszające się po odfrezowanej spodniej krawędzi bukowego elementu. Wieszak miał na sobie resztki starej powłoki. W miejsca, gdzie nie zabezpieczało go już nic, zdążył wejść brud, a z tyłu znalazłem dwa nieduże ubytki.

Pierwszym, bezpiecznym pomysłem było “zamrożenie” pamiątki bezbarwnym lakierem w takim stanie, w jakim została znaleziona. Ponieważ pierwszy raz widziałem ten wieszak wirtualnie, na nic więcej nie byłem w stanie się porwać. Dopiero kiedy trzymałem go w dłoni, zobaczyłem na co mogę sobie rzeczywiście pozwolić. Okazało się, że pozostałości starej politury i brud da się łatwo usunąć, ALE… no właśnie, nie można uszkodzić napisu. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana!

Z duszą na ramieniu zacząłem bardzo delikatnie oczyszczać drewno. Zeskrobywałem bardzo cienkie warstwy, które od razu zamieniały się w pył. Musiałem robić to tak, by nie dotknąć struktury liter i nie pogorszyć ich stanu. Udało się! Z wyretuszowaniem ubytków z tyłu nie było problemów. Po wyschnięciu masy, przeszlifowałem je delikatnie, by usunąć jej nadmiar. Wszystkie operacje musiałem wykonywać bez demontowania okuć, ze względu na ich oryginalne mocowanie i możliwość odkształcenia.

Oczyszczone drewno wydawało się wypłowiałe. Postanowiłem wyciągnąć jego kolor olejem. Efekt był natychmiastowy, później zabrałem się za kładzenie jasnej politury. Nie mogłem przesadnie wybłyszczyć wieszaka, dlatego że głównie z przodu od razu rzuciłyby się w oczy wszystkie nierówności (ze względu na napis, tej powierzchni nie mogłem szlifować, żeby uzyskać idealną gładkosć), ale warstw politury położyłem około piętnastu. Na sam koniec wypolerowałem  ją drobną wełną stalową dla “ustawienia” stopnia połysku.

Wieszak, choć przeszedł jedynie drobny lifting, nabrał sporo świeżości. Usunięcie brudu i starej powłoki oraz nowe wykończenie spowodowało, że drewno wygląda jak nowe. Jego wiek zdradza jednak zachowany w niezmienionej formie adres szczecińskiego krawca z Placu Wiktorii…

 

2 Comments

  • Reply
    Joanna z Rękodziennik.pl
    1 Grudzień 2015 at 14:58

    Miło patrzeć na tę przemianę. Po mojej Babci odziedziczyłam sporo wieszaków, zainspirowałeś mnie, aby o nie zadbać. Dzięki. Miłego dnia 🙂

    • Reply
      rzucpanokiem.pl
      1 Grudzień 2015 at 15:01

      Dziękuję! 🙂

    Odpowiedz na „Joanna z Rękodziennik.plCancel Reply

    three × 3 =

    error: