RENOWACJE

Odnowiłem okna. Część pierwsza

Jakiś czas temu na swoim Facebooku pochwaliłem się zdjęciem z widocznym rysunkiem niewielkiego budynku. To moja pracownia, którą po drobnych – względem tego, co ująłem w kadrze – modyfikacjach wizualnych, od lipca 2017 buduję sam w przydomowym ogrodzie. Prace związane z jej wykończeniem są już na tyle zaawansowane, że postanowiłem zacząć publikację serii wpisów związanych z jej elementami, do których gromadzenie zdjęć rozpocząłem w marcu tego roku. Dziś przedstawię Wam pierwszą z dwóch części posta na temat renowacji zabytkowych okien, będącego jedynym do tej pory, w którym nie zobaczycie efektów całej mojej pracy. 

Zapraszam na post!

Okna wylicytowałem przez Internet i po ich dokładnym zmierzeniu celem zaprojektowania w budynku otworów odpowiedniej wielkości przechowywałem je rok w garażu. W tym czasie zajmowałem się kopaniem fundamentu, wznoszeniem murów itd. Prace związane z ich odnowieniem rozpoczęły się wiosną tego roku. Nie sądziłem, że moja zdobycz okaże się aż tak zniszczona! Wiedziałem, że jedno z okien miało niekompletną ramę, jednak nie przypuszczałem, że w rzeczywistości drewno znacznej jego części będzie przypominało strukturą gąbkę, szczególnie że drugie zachowało się naprawdę całkiem nieźle. Z uwagi na fakt, że kiedy przystępowałem do renowacji, budynek gotowy był na ich montaż, o czym codziennie przypominały mi łopoczące na wietrze membrany przesłaniające tymczasowo otwory w ścianie, nie miałem zbyt wielkiego pola manewru i musiałem stanąć na rzęsach, by doprowadzić okna do porządku.

Kit i stare szyby

Snując plany i próbując ustalić – w miarę możliwości precyzyjnie – kolejne etapy prac, założyłem, że zachowam oryginalne szyby. Na zdjęciach poniżej zobaczycie, że oznaczyłem je nawet, rysując, skąd pochodzą, po to by przy montażu każda ze szklanych formatek powróciła na swoje miejsce. Po zdemontowaniu poszczególnych skrzydeł i rozpoczęciu skuwania starego kitu okazało się jednak, że w wielu miejscach są one wyszczerbione, pęknięte i zarysowane, wobec czego podjąłem decyzję o wymianie ich na nowe. Kit usunąłem dość sprawnie za pomocą dłut. Niektóre momenty wymagały jedynie delikatnego ostukania młotkiem, by masa odpadła, z innych zaś miejsc można było ją wyjąć gołymi dłońmi. Na tym etapie przyjrzałem się także dokładnie powierzchni nadgryzionych zębem czasu ramek, które w wielu miejscach miały wbite gwoździe i pinezki z zawiązanymi sznurkami, najpewniej pełniącymi niegdyś jakąś dodaną przez dawnych właścicieli funkcję.

Demontaż ramy i zdejmowanie miar

Zaraz po wujęciu szyb i kitu zabrałem się za usunięcie stoczonych profili tworzących ramę bardziej zniszczonego okna. Jego górna listwa była w dobrym stanie i nie posiadała nawet jednego śladu po robactwie, ale dwie dłuższe – boczne, mogłem łamać na kawałki, niemal nie używając siły. Rozwierciłem kołki łączące drewniane wczepy, co pozwoliło mi bez problemu rozdzielić konstrukcję. Z elementów przeznaczonych do spalenia wyciąłem oryginalne zawiasy, ponieważ zamierzałem je wykorzystać. Podczas cięcia profilu starałem się znaleźć punkt w miarę nietknięty, czyli taki, który po przepiłowaniu odsłoni przekrój, na podstawie którego będę w stanie narysować go i po opatrzeniu wymiarami oraz komentarzem oddać rysunki w ręce zaprzyjaźnionego stolarza. Dolny profil, bez którego otrzymałem jedno z okien, zinwentaryzowałem na podstawie obecnego w bliźniaczym egzemplarzu.

Podczas zdejmowania miar z profili, zmierzyłem także pilaster i ozdobny guzik, całkowicie zjedzone w jednym z okien przez insekty. Na podstawie zdjęć i rysunków poszukiwałem najbardziej odpowiadających oryginałom elementów u stolarzy i w sklepikach z częściami do zabytkowej stolarki okiennej.

Usuwanie farby

Oczekując na kopie listew i zdobin, zakasałem rękawy i wziąłem się za usuwanie starych powłok farby. Zanim jednak chwyciłem w dłoń jakiekolwiek narzędzia, odkręciłem zabytkowe okucia, które w dalszym etapie prac miałem zamiar wyczyścić.

Samo usuwanie farby nie przysporzyło mi szczególnych kłopotów, choć była to praca bardzo żmudna i długa, bo trwająca ponad dwa tygodnie. Prócz niezastąpionych cyklin i dłutek korzystałem z opalarki (sporą część białej powłoki usunąłem bez konieczności jej rozgrzewania) oraz płaskich wkrętaków w różnych szerokościach, idealnie zdejmujących elastyczną od ciepła farbę z frezów i innych miejsc trudno dostępnych dla cyklin.

Wzmacnianie drewna

Po odsłonięciu drewna mogłem przystąpić do jego zatrucia środkiem biobójczym w celu wyeliminowania wszelkich drewnojadów i ich larw, które mogły być obecne w wydrążonych tunelach oraz po to, by zniechęcić nieproszonych lokatorów do atakowania drewna w przyszłości. W miejscach, gdzie nagromadzenie otworów było bardzo duże, wstrzykiwałem preparat, zalewając całe sieci korytarzy. Ponadto korzystając z faktu, iż środek położony na powierzchnię drewna penetruje je, porządnie pomalowałem wszystkie elementy okien i odstawiłem na tydzień, po czym powtórzyłem proces.

Stan kilku elementów był zatrważający, o czym napisałem we wstępie. Nie planowałem jednak ich kopiowania. W miejsca dość mocno stoczone przez drewnojady (ale jeszcze stabilne i trzymające kształt) wlałem żywicę z rozpuszczalnikiem. Ciecz przypominająca nieco wodę, dostała się do wnętrza drewna i utwardziła się po odparowaniu rozpuszczalnika. Utwardzeniu uległa także mączka w drążonych przez robactwo korytarzach stanowiąc ich wypełnienie.

Retusz

Do wypełnienia obić i drobnych ubytków wykorzystałem elastyczną szpachlówkę na bazie naturalnego pyłu drzewnego przeznaczoną do stosowania w stolarce okiennej. Niewielkie jej ilości wciskałem w rzucające się w oczy niedoskonałości oraz widoczne otwory po drewnojadach. Tam, gdzie ubytki były płytkie, zostawiłem niewielki nadmiar, by w kolejnym kroku zeszlifować masę na lico z linią profilu drewnianego, a tam, gdzie były one głębokie, kładzenie szpachli podzieliłem na kilka etapów – każda masa do wypełniania ubytków może być jednorazowo aplikowana do pewnej grubości, pamiętajcie o tym przy własnych renowacjach.

Po pozostawieniu do wyschnięcia wypełnionych masą elementów otrzymałem informację, że gotowe są już kopie drewnianych profili i zdobiny dla jednego z okien, mogłem więc zająć się przygotowaniami do odtworzenia brakującej ramy.

Koniec części pierwszej.

7 Comments

  • Reply
    Hania
    11 października 2018 at 22:02

    Ta cierpliwość to skarb! Ja patrząc na Twoje posty cały czas się jej uczę i wykorzystuję w swoich małych (wielkich) renowacjach :)
    Pozdrawiam i powodzenia!

  • Reply
    Ania L
    9 października 2018 at 06:28

    Wood porn ;) brawo

  • Reply
    Elżbieta
    8 października 2018 at 19:10

    Brawo, podziwiam za umiejętności i cierpliwość. Będę oglądać postępy. Życzę dalszych sukcesów
    Ela

  • Reply
    Justyna
    8 października 2018 at 12:33

    Ogrom pracy! Gratuluję cierpliwości i determinacji. Czekam na finał.

  • Leave a Reply

    error: