ZRÓB TO SAM!

Krzesło na ostatnią chwilę

Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, by podczas przygotowywania przyjęcia na dużą liczbę gości nie zabrakło choć jednego krzesła, mimo iż mam ich dość pokaźną kolekcję (ponad sto!). Za każdym razem okazuje się, że to krzesło jest za wysokie, tamto za szerokie, a jeszcze inne nie pasuje do pozostałych. Pomyślałem, że przy okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia pokażę Wam, jak w bardzo prosty sposób możecie przyniesiony przed chwilą z pchlego targu rozchwiany i rozklejony staroć przywrócić do stanu użyteczności. 

Zapraszam na post!

Na potrzeby świątecznych posiedzeń przy stole postanowiłem zająć się nieco wylicytowanym niedawno na aukcji (za piętnaście złotych) bukowym krzesłem giętym. Nie ukrywam, że oprócz formy uwiodło mnie ono starymi warstwami wykończenia, do których za pomocą stylizacji zarówno ja i pewnie wielu z Was próbowało dążyć podczas swoich prób stylizowania mebli. Kilka powłok białych farb, odpryski i otarcia powstałe w trakcie użytkowania na przestrzeni lat wydały mi się całkiem unikatowym detalem i – choć zdążyłem już zidentyfikować krzesło, nastawiając się na jego prawdziwą renowację – zdecydowałem, nie ingerując zbytnio w jego stan wizualny przywrócić mu pełną funkcjonalność.

I

Absolutnie najważniejszym elementem mojej pracy nad krzesłem było zadbanie o to, by jego konstrukcja była stabilna. Mebel chwiał się na wszystkie strony, jednak – jak zapewne się domyślacie – skręcono go na śruby (te dokręciłem kluczem) i wkręty, przy których miałem nieco więcej pracy. Nacięcia w ich łbach były bowiem wypełnione farbą. Za pomocą modelarskiego dłutka, usunąłem ją dokładnie i dopasowując odpowiednie śrubokręty, dokręciłem wkręty tak, by poczuć maksymalny opór. W niektórych miejscach udało mi się zrobić jeden obrót, w innych pół, ale – wierzcie mi lub nie – konstrukcja mojego krzesła stała się zupełnie nieruchoma.

II

Porządne oczyszczenie krzesła było równie ważne, jak wzmocnienie konstrukcji. Nagromadzony przez lata brud na pewno nie zachęciłby nikogo do tego, by na nim usiąść. Do umycia mebla wykorzystałem ciepłą wodę z szarym mydłem i zmywak kuchenny. Szorując powierzchnię drewna znaczną część starego brudu i plam udało mi się ściągnąć. Mycie gąbką w wielu miejscach okazało się zbyt delikatne, wobec czego zamieniłem ją na wełnę stalową, która namoczony wcześniej nalot zdjęła bez żadnego problemu.

III

Płyta siedziska odstawała na przedniej krawędzi i wymagała ponownego sklejenia. Zanim to zrobiłem, sprawdziłem, czy na ramce nie ma nawierconych po obwodzie otworów, które świadczyłyby o tym, że krzesło było dawniej wyplatane rafią – takich niespodzianek odkryłem już na przestrzeni lat co najmniej kilka, jednak w tym przypadku cienka sklejka jest (tak myślę) oryginalna. W pierwszym kroku na temat wzmacniania konstrukcji napisałem o dokręcaniu śrub i wkrętów. Jeśli Wasze krzesła byłyby w całości klejone i niektóre elementy wymagałyby ponownego złączenia, możecie użyć klejów wikolowych z szybkim, bo nawet pięciominutowym czasem wiązania.

IV

W celu załagodzenia kontrastów pomiędzy najjaśniejszymi i najciemniejszymi tonami na powierzchni drewna postanowiłem zawoskować krzesło bielącym woskiem. Uzyskałem dzięki temu łagodniejsze przejścia kolorystyczne, pozbawiając mebel najbardziej pstrokatych miejsc, które dość mocno skupiały na sobie uwagę. Jedną grubą warstwę wosku naniosłem szczecinowym pędzlem, a po upływie około godziny wypolerowałem szmatką, ściągając jego nadmiar. Wosk to także w moim przypadku powłoka wykańczająca – jeśli przy tego typu szybkiej pracy można to tak nazwać – zupełnie odsłonięte fragmenty surowego drewna. Jeśli nie miałbym bielącego wosku, mógłbym użyć rozwodnionej farby akrylowej, albo białej bejcy i bezbarwnego wosku bądź lakieru. Gdyby moje krzesło było wykończone bejcą, mógłbym podciągnąć jego barwę, dokładając jej zbliżoną kolorystycznie warstwę i pokrywając ją woskiem lub nawet pozostawiając bez niczego.

V

Pomyślałem, że aby przełamać nieco surowy charakter krzesła, uszyję poduchę. Zszyłem ze sobą (nie do końca) dwa koła wycięte z powarsztatowych ścinków tkaniny i po przerzuceniu na prawą stronę wypchałem dość solidnie wypełniaczem do poduszek. Otwór  zaszyłem ręcznie krytym ściegiem, a poduchę przepikowałem na środku, dzięki czemu przez bogate załamania materiału uzyskałem efekt puszystości, sugerujący wygodę siedzenia.

Gotowe!

Praca nad moim krzesłem (wliczając schnięcie drewna po myciu, wiązanie kleju i schnięcie wosku) zajęła mi jedno popołudnie. Mebel wygląda niemal zupełnie tak, jak w chwili, gdy został do mnie przywieziony. Zadbanie o pozornie drobne detale takie jak usunięcie brudu, dokręcenie śrub, czy dołożenie prawie niewidocznej warstwy białego wosku spowodowało, że staroć nadający się do gruntownej renowacji stał się w pełni użytkowy.

Narzędzia, których użyłem i które na pewno macie w swoich domach to:

  • klucz francuski
  • płaskie wkrętaki
  • dłutko modelarskie (może być nożyk)
  • szare mydło
  • zmywak kuchenny
  • wełna stalowa (zamiast niej świetnie sprawdzi się na przykład gąbka z papierem ściernym do czyszczenia przypalonych garnków)
  • klej wikolowy
  • ściski stolarskie
  • wosk
  • pędzel
  • szmatka do polerowania

Dodatkowo:

  • 0,5 mb tkaniny
  • wypełniacz do poduszek
  • maszyna do szycia
  • igła i nić

Wesołych Świąt!

P.

 

1 Comment

  • Reply
    Weronika
    23 grudnia 2017 at 21:56

    Urocze z duszą

  • Leave a Reply