RENOWACJE

DUŃSKIE KRZESŁA JADALNIANE

Cztery krzesła z połowy dwudziestego wieku, o których napiszę Wam w tym poście zostały znalezione wśród ogłoszeń intenetowych. Widziałem już bardzo wiele podobnych, ale tego konkretnie modelu nie udało mi się zidentyfikować. Dokładnie takie same krzesła znalazłem niedawno na stronie sklepu ze starociami w Norwegii. Może to jakiś trop? Znalazłem je też na duńskim portalu aukcyjnym opisane jako krzesła z lat 60. Jeszcze inna strona wskazała mi, że projektantem jest Erik Buck, choć szukając krzeseł po nazwisku autora, wpadłem jedynie na bardzo podobne. Niezależnie od tego skąd pochodzą, wymagały renowacji. Choć na pierwszy rzut oka ich stan był dość dobry, przy dokladniejszym obejrzeniu okazało się, że w kilku miejscach były (nie do końca starannie) sklejone, drewno ma pełno plam i zacieków które wsiąkły w jego strukturę, a spod niemal idealnie zachowanych siedzisk sypie się pianka. Wszystko do wymiany.

Czułem, że wyczyszczenie drewna nie będzie najłatwiejsze i najszybsze, więc na samym początku postanowiłem zająć się siedziskami. Wszystkie pozbawiłem starych pianek i sparciałego skaju, który choć jeszcze dobrze wyglądał, był sztywny i darł się jak tektura. Ponieważ chciałem, żeby krzesła wyglądały niemal tak jak w oryginale, formatki ze sklejki z przyklejoną świeżą pianką również obiłem skajem. Nie lubię tego rodzaju materiału, ale specjalnie do tych krzeseł znalazłem skaj mający w składzie wysoki procent naturalnych włókien skórzanych. Jego cena dochodzi do około 80-100zł za jeden metr bieżący (10-20zł to cena zwykłego skaju), ale -choć to dalej nie skóra- układa się zdecydowanie lepiej, jest porządniej wykonany, gruby, barwiony w masie, płócienny stabilizator nie jest widoczny od spodu tylko zatopiony w grubości, a struktura skóry (szczególnie na tak niedużej powierzchni jak siedzisko krzesła) jest dość wiernie odwzorowana.

Wydaje mi się że odnowienie mebla to -bez dwóch zdań-zafundowanie mu nowych powłok, pianek, tkanin itd, ale też uwzględnienie rzeczy, które są dobre i pozostawienie ich. Często udaje mi się dzięki temu zachować stare sprężyny czy nietypowe formatki do siedzenia, albo odzyskać ozdobne ćwieki, których z naturalną patyną nigdzie się nie dostanie. W tym wypadku uznałem, że nie będę rozbijał krzeseł na części i zajmę się jedynie tymi węzłami, które były poprawiane przez poprzednich właścicieli. Drewno oczyszczałem więc na całym bardzo stabilnym i idealnie złączonym szkielecie. Ci z Was, którzy śledzą moje wpisy na blogu, pewnie zauważyli, że wiele razy pracowałem w ten sposób i że wymaga to trochę większej gimnastyki. Poradziłem sobie dość sprawnie używając ręcznych cyklin, a później szlifując aż czterokrotnie. Drewno z którego zrobiono krzesła było na prawdę bardzo twarde, więc nie bałem się, że zeszlifuję za dużo i naruszę linię poszczególnych części. Pierwotny plan zakładał pozostawienie go w kolorze naturalnym i właśnie ze względu na to musiałem bardzo przyłożyć się do tego etapu. Po skonczeniu szlifowania okazało się jednak, że nadal można zauważyć plamy po wspomnianych zaciekach, które siedzą dość głęboko. Szybka decyzja: położę olej z niezbyt mocnym pigmentem, który wybarwi drewno i jednocześnie wyretuszuje niedoskonałości!

Mając obite siedziska i zaolejowane szkielety (które po wyschnięciu delikatnie wypolerowałem miękką ścierką) pozostało mi już tylko skręcenie ich ze sobą. Efekt przeszedł moje oczekiwania. Krzesła z odżywionym, wyczyszczonym i na nowo wybarwionym drewnem wyglądają jak nowe. Myślę, że udało mi się zachować ich charakter typowy dla duńskich mebli z połowy ubiegłego wieku. Brak upiększeń i naturalna powłoka, która będzie się starzała pozwalają wyjść na pierwszy plan pięknym detalom formy krzeseł. Praca, choć z wykorzystaniem minimum środków, pochłonęła sporo czasu. Moim zdaniem było warto! Ja jestem zadowolony!

 

  • Marcin
    15 listopada 2016 at 01:11

    Siema
    Krzesła rzeczywiście wyglądają na duńskie ale nie jest to projekt Erika Bucka drewno z którego są wykonane to jesion.
    Gratuluję po renowacji wyglądają jak nowe.
    Pozdrawiam

    • rzucpanokiem.pl
      15 listopada 2016 at 01:17

      Tak, to jesion. Krzesła, które udało mi się znaleźć jako bardzo podobne, były wykonane przeważnie z drewna teakowego. Siedziska w tych czterech egzemplarzach miały od spodu ledwo widoczne ślady okrągłych stempli, niestety nieczytelne. Być może trafię kiedyś na bardziej szczegółowe informacje. Dziękuję i pozdrawiam.