RENOWACJE

Czarka na sól prababci Cecylii

Orzechowa czarka na sól, którą zobaczycie w tym poście to jedyna pamiątka po mojej prababci Cecylii. Do niedawna myślałem, że była w jej kuchni od zawsze. Kilka dni temu dowiedziałem się jednak, że tuż po wojnie, gdy babcia osiedliła się w opuszczonym przez Niemców gospodarstwie, czarka i inne zapakowane w skrzynię rzeczy zupełnie niespodziewanie wykopane zostały przez nią z ziemi nieopodal domu w czasie przygotowywania miejsca pod uprawę ziemniaków. Skrzynia ze skarbami ukryta była przy murowanej ziemiance, którą doskonale pamiętam.

Czarka wytoczona została z jednego kawałka drewna, a w jej wnętrzu wycięto piękny, przypominający muszlę kształt ułatwiający nabranie soli w dłoń. Choć po wielu latach, nosząc rozmaite ślady użytkowania, wyglądała naprawdę pięknie, miała pęknięcia, które powodowały, że drobniejsza sól wysypywała się z niej wprost na blat stołu.

W tym wpisie pokażę Wam prosty sposób na uzupełnienie rozeschniętego drewna.

Zapraszam na post!

Przez to pęknięcie drobna sól wysypywała się z czarki.
Choć przedmiot mieści się w dłoni, na jego powierzchni widać niezliczone przetarcia, drobniutkie obicia i plamki. Zdjęć „przed” zrobiłem sobie dużo więcej w ramach gromadzenia materiału, na podstawie którego zdarza mi się czasem postarzać rozmaite rzeczy.
Przypominające kształt muszli wnętrze misy prócz tego, że wygląda naprawdę pięknie, ma swoją funkcję – ułatwia nabranie soli w dłoń.

Zaczynam tak, jak zwykle

Teoretycznie wystarczyłoby zapchać szczeliny gotową lub przygotowaną samodzielnie masą szpachlową. Ta jednak mogłaby nie zdać egzaminu, krusząc się i pękając w chwili, gdy drewno zaczęłoby jakkolwiek pracować czy rozsychać się jeszcze bardziej. W celu przywrócenia czarki do życia postanowiłem wykorzystać nieco inne, równie proste rozwiązanie.

Przed przystąpieniem do wypełnienia pęknięć, umyłem drewno letnią wodą z szarym mydłem, korzystając ze szczotki z miękkim włosiem. W ten sposób pozbyłem się z powierzchni przedmiotu nagromadzonego przez lata brudu i tłuszczu pozwalając wyjść na pierwszy plan strukturze orzecha. Mycie pozwoliło mi też wydobyć nagromadzony w szczelinach kurz i pojedyncze kryształki soli.

Brud z powierzchni czarki udało mi się zmyć wodą z szarym mydłem.
Wszystkie trudno dostępne miejsca i zakamarki oczyściłem za pomocą szczoteczki z miękkim włosiem.

Wystarczy kilka warstw forniru

Do wypełnienia pęknięć przygotowałem sobie orzechowy fornir. Wycinałem z niego kawałki zbliżone do siebie odcieniem, by uniknąć efektu wstawki ze sklejki. Każdy z listków modelowałem ręcznie tak, by zwężał się ku dołowi, zupełnie jak klin. Taki kształt umożliwiał wciskanie warstw niemal do samego końca szczelin. Przycięty kawałek okleiny wystarczyło w tym celu zeszlifować na papierze ściernym lub zestrugać go z jednej strony nożykiem snycerskim. Każdy przygotowany tak fragment wpuszczałem w pęknięcie (na razie bez kleju!) i dodawałem kolejne i kolejne aż do całkowitego wypełnienia ubytku. Zbudowane „na sucho” układy, należało następnie wyciągnąć. By odtworzyć je podczas klejenia, każdy z elementów opisałem kolejno numerami. Teraz wystarczyło już tylko posmarować je klejem i ponownie wstawić na miejsce.

Wybrane fragmenty forniru kształtowałem tak, by zwężały się ku dołowi.
Pojedyncze listki wciskałem w szczeliny aż do ich całkowitego wypełnienia.
Po próbnym ułożeniu wypełnień opisałem kawałeczki forniru…
…dzięki czemu po posmarowaniu ich obustronnie klejem, byłem w stanie odtworzyć przygotowane wcześniej kombinacje.
Okazało się, że w swoim warsztacie mam klocki z orzechowego drewna. Z jednego z nich na próbę przygotowałem lite wypełnienie, jednak okazało się ono zbyt mało precyzyjne i o wiele za ciemne.

Pora na modelowanie

Po wyschnięciu kleju konieczne było ścięcie nadmiaru okleiny i wymodelowanie kształtu stanowiącego kontynuację formy misy. Starałem się zrobić to tak, by wypełnienia nie były wyczuwalne pod palcami. Przestające poza obrys czarki fragmenty usunąłem za pomocą nożyka i piłki do forniru. Na końcu zeszlifowałem nowo wklejone elementy drobniutkim papierem ściernym. Wymodelowanie wstawek w miejscach frezów umożliwiły mi malutkie pilniki.

Po wyschnięciu kleju zacząłem skrawanie nadmiaru okleiny.
Korzystałem przy tym z nożyka snycerskiego, małych dłutek i piłki do forniru.
Wypełnienia gotowe do szlifowania na gładko. Zauważcie, że kolor nowo wstawionych elementów jest niemal identyczny z barwą starego drewna.
Szlifowanie papierem ściernym wymagało odrobiny precyzji. Musiałem uważać, aby tarciem nie naruszyć zbytnio obłej formy przedmiotu i ukształtować wypełnienia tak, by były niewyczuwalne.

Olej lniany i to wszystko!

Czasami to, co jest szczegółem ginącym w skali dużego obiektu, może stać się znaczącą częścią czegoś drobniejszego. Zauważcie, że pominąłem wszelkie prace związane z uporczywym dążeniem do upodobnienia nowych kawałeczków drewna do starych powierzchni. Przyznaję – na początku próbowałem walczyć z tym że różnica między nowym a starym drewnem w skali obiektu mieszczącego się w dłoni jest widoczna. Gdybym pracował w ten sposób z szafą, stołem, a nawet krzesłem, wstawiony element miałby szansę zginąć, stanowiąc niewielki fragmencik całości. Opisane wyżej etapy związane z wypełnianiem szczelin wykonywałem dwukrotnie: z jasnych kawałków okleiny i z ciemnych (które zostały). Jasne kawałki po późniejszym wykończeniu uwydatniły znacznie styki poszczególnych listków i – w moim odczuciu – popsuły efekt. Wyciąłem je czym prędzej i wstawiłem jeszcze raz, korzystając z ciemniejszych fragmentów orzecha. Te po sklejeniu dały efekt niezwykle precyzyjnie wystruganego kawałeczka litego drewna.

Długo zastanawiałem się nad tym, jak wykończyć czarkę, choć zdrowy rozsądek od samego początku podpowiadał mi jedno rozwiązanie. Gdzieś z tyłu głowy cały czas miałem myśl „Jak to?! Nowo wstawione elementy będą widoczne?”  Ano, będą. Kusiło mnie strasznie, by wykończyć czarkę politurą, najlepiej ciemną. Umożliwiłoby to podkreślenie rysunku drewna i unikatowej formy przedmiotu oraz nałożenie na całość kolorowego filtra, który przyciemniłby powierzchnię i jednocześnie odbił światło, utrudniając zauważenie wypełnień. Ponieważ politura w kuchni, czyli w miejscu narażonym na kontakt z wodą oraz innymi substancjami mogącymi reagować z tym rodzajem powłoki nie przekonała mnie, odłożyłem swoje rozważania na bok i najzwyczajniej w świecie nasyciłem drewno olejem lnianym. Olej nakładałem dość solidnymi warstwami pędzelkiem i pozostawiałem go na 24 godziny, po których zbierałem nadmiar. Taki zabieg powtórzyłem trzy razy, a na samym końcu energicznie wypolerowałem czarkę, uzyskując delikatnie satynowy połysk.

Zdjęcie zrobione tuż po nałożeniu pierwszej warstwy oleju lnianego. Spójrzcie, jak pięknie zmieniła się barwa drewna.
Wnikający wgłąb drewna olej przez krótki czas, błyszczał niemal tak, jak politura, podkreślając formę czarki.
Po wyschnięciu ostatniej, trzeciej warstwy oleju, wypolerowałem czarkę miękkim bawełnianym płótnem.

Gotowe!

Zwróćcie uwagę na to, jak zwykły lniany olej wpłynął na zabarwienie drewna. Na zdjęciach ukazujących wklejanie listków forniru i modelowanie wstawki papierem ściernym, czarka jest bardzo jasna. Na tych zrobionych natychmiast po nałożeniu pierwszej warstwy oleju drewno jest dużo ciemniejsze, natomiast barwa widoczna na zdjęciach prezentujących efekt wpada w ciemnobrunatne tony. Aż trudno uwierzyć, że za tak dużą różnicą nie stoi żaden nałożony na drewno barwnik.

Liczę na to, że w niedalekiej przyszłości w wyniku użytkowania czarki na jej powierzchni pojawią się drobne niedoskonałości, dodając temu wiekowemu w końcu obiektowi odrobinę vintage looku. Po nieco dłuższym czasie, gdy czarka będzie wymagała ponownej konserwacji, odświeżę ją przez dołożenie odrobiny oleju lnianego.

Choć nowo wstawione wypełnienia widoczne są gołym okiem, nie czuć ich zupełnie dotykając przedmiot. Wykopana, jak prawdziwy skarb w latach czterdziestych ubiegłego wieku poniemiecka czarka na sól w cztery dni odzyskała odrobinę dawnego blasku i wróciła do kuchni jako w pełni użytkowy element jej wyposażenia.

Paweł

4 Comments

  • Reply
    ochanomizu
    21 Lipiec 2020 at 21:22

    Dobry wieczór,
    dziś w muzeum – Zagrodzie Albrechta w Swołowie widziałam bardzo podobną “czarkę”, opisaną jako forma do masła. Eksponaty na wystawie pochodzą z Ziemi Słupskiej, darowane przez potomków osiedleńców na Ziemiach Odzyskanych.
    Ciekawe, czy w zamyśle twórcy “czarka” miała służyć jako naczynie do soli, czy też forma do masła …

    • Reply
      rzucpanokiem.pl
      7 Sierpień 2020 at 22:44

      Dobry wieczór, to bardzo ciekawe informacje – dziękuję! Czarka pokazana w poście w domu mojej prababci od zawsze przeznaczona była na sól – wiem to z opowieści mojej babci i mamy. Kto wie, może jej zupełnie pierwsze przeznaczenie było inne? Pozdrawiam 😉

  • Reply
    Homepage
    24 Maj 2020 at 06:15

    … [Trackback]

    […] Informations on that Topic: rzucpanokiem.pl/czarka-na-sol/ […]

  • Reply
    Zrobiłem regał na książki – Rzuć Pan Okiem!
    7 Marzec 2020 at 09:11

    […] mieszczącej się w dłoni drewnianej czarce na sól i niewielkiej szkatułce na przybory do golenia przyszedł czas na nieco większy gabaryt. To […]

  • Leave a Reply

    four × 3 =

    error: