RENOWACJE

Chierowski bez zmian

Gdyby trzeba było przedstawić ten mebel, mógłbym napisać, że jest to fotel zaprojektowany w 1962 roku przez Józefa Chierowskiego, który mimo że dziś jako prawdziwa ikona polskiego wzornictwa jest jednym z najbardziej poszukiwanych modeli, już kilka dekad temu stał się niezwykle popularnym elementem wyposażenia mieszkań i domów.

Pomyślałem, że skoro dziś mija czwarty rok mojej przygody z odnawianiem mebli, spróbuję zmierzyć się właśnie z taką legendą! Jeśli śledzicie bloga od początku lub zaglądacie czasami do jego archiwum, na pewno zwróciliście uwagę na pierwszy wpis, w którym odnowiłem, a raczej przerobiłem równie sławnego zajączka, czyli typ 300-177. Nie miałem wtedy zbyt dużego pojęcia o tym, jaka wartość drzemie w takim meblu po prostu, nie mówiąc o technicznych umiejętnościach, które cały czas staram się chłonąć! Mój typ 366 B będzie więc zupełnym przeciwieństwem tego, od czego zaczynałem i myślę, że w mig zauważycie jak przez ten czas zmieniło się moje podejście do tematu odnawiania staroci :-)

Wspomniałem już, że fotel, o którym mowa to (z informacji z zachowanej naklejki) sławny typ 366 B kryty lakierem nitro z siedziskiem na gumowych pasach i wyprodukowany przez Olsztyńskie Fabryki Mebli w Zakładzie w Pieckach zgodnie z polską normą 66/F-06004. W zupełnie niezłym stanie znalazłem go i wylicytowałem na aukcji internetowej. Okazało się, że z Olsztyna zawędrował aż do Łodzi, skąd przyjechał do mnie pod Szczecin. Piękna trasa!

Stan mebla był raczej typowy: mocno zabrudzona tapicerka, sypiąca się zewsząd pianka, podarta podbitka, śruby z nalotem, rozklejona konstrukcja z podłokietnikami, które – tak mi się wydaje – odpadły i ktoś je powsadzał, ale tyłem do przodu. No cóż :-)

Pomysł na renowację tego „chierka” nosiłem w głowie już dłuższy czas, ale wszyscy, którzy o nim słyszeli mówili „daj sobie spokój” albo „nie dopasujesz tak idealnie nowych flaków!” lub „przecież to będzie widać”. Chcecie wiedzieć, o czym myślałem? Fotel miał zostać odnowiony tak, by zachować oryginalną tapicerkę (!!!), wymienić wszystko, co znajduje się pod nią w taki sposób, by odtworzyć oryginalny fason oraz idealnie oczyścić drewno i pozostawić je w naturalnym kolorze. Patyna miała pozostać tylko na łbach śrub. Im więcej „to się nie uda” słyszałem, tym bardziej czułem, że nie ma siły, która mnie powstrzyma.

Standardowo zacząłem od demontażu, ale zaplanowałem go sobie trochę od końca. W pierwszej kolejności wyrzuciłem wszystkie pianki, pozrywałem pasy tapicerskie. Stelaż z nóżkami zostawiłem w całości. Obicie bardzo delikatnie rozprułem i usunąłem stare nici. W osobnych częściach miałem więc siedzisko z oparciem + bodna z przyszytą bizą i plecy (wiem, że jeszcze powinienem mieć trzy guziki, ale wpadłem na to później, więc i później o tym napiszę :-) ). Tkanina wyglądała i gryzła trochę jak wełna lub jakaś jej mieszanka z innymi włóknami, więc wrzuciłem ją do pralki ustawionej na program do wełny właśnie. W czasie prania przybiłem nowe pasy – zabrakło mi dosłownie pół metra tego jutowego, więc – na szczęście w oparciu – dosztukowałem poliestrowy. Na pasy, choć nie było tego w oryginale, położyłem warstwę płótna workowego, a dopiero później przykleiłem pianki poliuretanowe, na które przyszła owata. Wiecie dlaczego nie rozbiłem drewnianej podstawy? Chciałem sprawdzić, czy mój fason będzie pasował i… udało się! Na przygotowane siedzisko położyłem więc jeszcze mokre fragmenty tkanin. Przypiąłem je gęsto szpilkami, naprężyłem i pozostawiłem do wyschnięcia.

Dopiero, kiedy wiedziałem, że z mojego pomysłu może coś wyjść, zabrałem się za brudną robotę. Rozbiłem drewniany szkielet na elementy i jeden po drugim oczyszczałem z wyjątkowo grubych warstw lakieru. Opalałem je najpierw i skrobałem cykliną, a dopiero później – żeby nie zapychać papieru – szlifowałem. Namęczyłem się, ale drewno pod spodem było bardzo czyste i bez plam. Po szorowaniu (granulacje: 80/100/120/180/240/wełna stalowa) stelaż doprowadzony został do satynowego połysku bez żadnego wykończenia! Starałem się :-) Na koniec – już po sklejeniu w całość – dostał jednak kilka warstw bezbarwnego lakieru dla zabezpieczenia.

Mogłem zająć się tapicerowaniem, a raczej zszywaniem części starej oryginalnej tapicerki, która była już sucha. Żeby zrobić to jak najbardziej precyzyjnie i mieć kontrolę nad każdym milimetrem łączenia, zdecydowałem się na małą igłę, nić i szycie ręczne krytym ściegiem. Trwało to dłuższą chwilę, ale motywowała mnie myśl, że mój 366 będzie wyglądał jakby przed chwilą wyszedł z fabryki! Tutaj wraca wątek guzików. Chciałem mieć te oryginalne, ale okazało się, że powędrowały do śmietnika razem z pianką. Wywaliłem więc zawartość całego kubła i przeczesywałem wszystko centymetr po centymetrze. Znalazłem! Podobnie jak cała reszta wymagały wyczyszczenia. Na końcu wystarczyło już tylko skręcić siedzisko i stelaż. Spód zasłoniłem bawełnianym płótnem i…

…no tak! Chciałoby się napisać GOTOWE, ale zauważyłem, że materiał nie wyprał się do końca i na fotelu są – ledwo widoczne, ale jednak – plamy. Tyle pracy za mną i efekt nieco zepsuty. .. Postanowiłem zaufać suchej pianie do prania tapicerek samochodowych, którą znalazłem w pierwszym lepszym markecie. Zadziałało.

Nie muszę chyba pisać, że jestem absolutnie zadowolony z efektu i z tego, że nie posłuchałem głosów, mówiących mi, że to nie wypali! Mój chierowski wygląda tak, jak mógłby wyglądać ponad pięćdziesiąt lat temu. Ta renowacja, choć właściwie efekt „przed i po” różni się ilością kurzu w obrazku, to według mnie jedna z tych, z których jestem dumny najbardziej. Nakład środków był z mojej strony minimalny jednak było kilka rzeczy, które robiłem w pocie czoła na wstrzymanym oddechu – na przykład składanie tapicerki tak, by po najzwyklejszym praniu na mokro, ślady po starych szwach idealnie pokryły się z nowymi… UDAŁO SIĘ!

8 Comments

  • Reply
    a.
    27 lipca 2017 at 00:08

    Jaka jest grubość pianki? :)

  • Reply
    Marlena
    22 lutego 2017 at 00:15

    Rewelacja! Klasyk bez zbednych „urozmaiceń” bo ostatnio wszystko zamalowują na bialo ;-) Swietny blog

  • Reply
    Milena
    16 lutego 2017 at 17:07

    Powrót do przeszłości się udał! Naprawdę jestem pod wrażeniem! Ta pasja zaraża! Każda minutka Twojej pracy jest warta efektu końcowego! :))) Podziwiam, z każdym postem coraz bardziej:) Pozdowienia z Łodzi! Kolebki meblowych skarbów :)))

    • Reply
      rzucpanokiem.pl
      26 lutego 2017 at 19:48

      Dziękuję! W czasie prowadzenia bloga ściągnąłem około setki starych mebli, głównie krzeseł i foteli właśnie z Łodzi! Pozdrawiam :-)

  • Reply
    Magdalena
    17 stycznia 2017 at 08:35

    o rany, wyszło fantastycznie! Pięknie wyprała się ta tapicerka. Chapeau bas!

  • Leave a Reply